Valkyrie Elysium - Wiele gier za mną, a wciąż czuję ekscytację kiedy do moich rąk trafia kolejny tytuł przygotowany przez studio lub producenta wywodzącego się z Japonii! Już kilka dni zapoznaję się z marką, do której w 2006 roku nabyło prawa Square Enix, mowa o Valkyrie, która wyszła spod ręki Masakiego Norimoto. Dziś, po 16 latach, historia Walkirii zostaje opowiedziana w zupełnie innym stylu, niż tym który zapamiętali fani serii, a mi dane jest na gorąco sprawdzić jak wypada legendarna seria w nowej odsłonie.
Valkyrie Elysium, bo o niej mowa, ruszyła na mojej konsoli niczym błyskawica Thora, od początku nasza bohaterka ma jasno nakreślone zadanie, jej Pan, Odyn, osłabiony po brutalnym starciu musi powrócić do sił, aby stawić czoło kolejnej batalii w otaczającym go Ragnaroku. Tytułowa Walkiria przybywa do Midgardu aby oczyścić dusze poległych i zasilić moc Nordyckiego Boga, nie będzie to jednak łatwe zadanie, bowiem Odyn jako bóg posiada zarówno wiernych wyznawców jak i zagorzałych przeciwników.
Dość już zostało powiedziane, by wciąż nie dostrzegać w jakich realiach fabuła gry ma swoje miejsce. Nordycka mitologia to temat dość piękny ale też ciężki do okiełznania, w tym wypadku twórcy nie mieli zbyt dużo funduszy jak i czasu aby tą, jedną z niedocenionych mitologii rozwinąć. To też nie jest tak, że magii tego świata nie odczujemy, co jakiś czas bardzo jasno odczuwalny jest wyjątkowy klimat.
Fabularnie gra stoi na przyzwoitym poziomie, choć śmiało można wymagać więcej, szczególnie zrobią to Ci, którzy zjedli zęby na omawianej serii jeszcze zza czasów kiedy główną zaletą produkcji spod znaku Valkyrie było RPG z mocnym naciskiem na strategiczne rozwiązywanie konfliktów bojowych. Postać protagonistki rozwija się wraz z etapami, które gracz pokonuje i choć na początku jest niemrawo i główna bohaterka wydaje się być pusta, to z czasem jesteśmy w stanie nawiązać z nią nić więzi.
Plusem tej pozycji jest rozgrywka, od początku nabywamy umiejętności i uzbrojenie, które z czasem ma poważne znaczenie odnośnie tego z jakim przeciwnikiem dane będzie nam się zmierzyć. Zaczynając od wzmacniania punktów zdrowia, ulepszania zaklęć aż po korzystanie z coraz to potężniejszych oręży, które są modyfikowane na bazie kryształów otrzymanych z ciał naszych przeciwników. Podnoszenie kwalifikacji i możliwości w tej grze ma po prostu duże znaczenie.
System walki może kojarzyć się z siekanką i w sumie słusznie, nie za wiele w nim innych atrybutów, ale to o czym wcześniej wspomniałem, plus nasza śliczna bohaterka, sprawia że gra się nie nuży. Ponadto ze wzrostem naszych umiejętności bohaterka potrafi wezwać wsparcie w postaci dusz wojowników tzw. Einherjarów, którzy stają do boju z naszym przeciwnikiem przez określony czas, co jest zdecydowanie przydatną formą wsparcia.
Wizualnie gra prezentuje się dobrze, nie jest naszpikowana super efektami, bowiem na takowe, jak mniemam, nie było ani czasu ani odpowiednich funduszy, ale jest naturalnie, spora część scenerii wygląda dość realistycznie. Zdecydowanie fani kobiecych, słodkich uroków będą zadowoleni spoglądając na naszą protagonistkę i pozostałe bohaterki.
Podsumowując można by rzec kiedyś to było, teraz to nie ma, ale tym razem sensu tutaj to zdanie nie ma, należy odróżnić to co jest od tego, z czym gracz miał już w tej serii do czynienia i wówczas gra nabiera rumieńców, których nie brakowało na moich policzkach kiedy kończyłem kolejne etapy rozgrywki.
Na Polskim rynku gra zadebiutowała dzięki dystrybucji firmy Cenega Polska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.